środa, 21 marca 2012

Jeszcze czekam.



Pierwszy to dzień wiosny, dzień wagarowicza.
Życie! Och! - do życia budzić się powinno!
Ciekawe czy czytasz ten mój list z ukrycia,
ciekawe czy czujesz jak mi pisząc zimno.

Pierwszy to dzień życia, dzień, cóż, odrodzenia,
chociaż topi smutki, topi też wspomnienia.
Droga moja kręta, tu szlaban, tam tory,
nie chcę się zatrzymać, chcąc dać Ci dziś fory.


Może stąd się dowiesz, co siedzi w mej głowie,
tego sam nie powiem, nikt też nie wypowie.


Kiedy mgła zawłaszczy nasze wspólne plany,
ja nic nie poczuję, czując się kochany.
Choć głową uderzę
               o twarde kamienie,
labirynt czeluści,
               kolejne zgubienie...


Chyba stąd się dowiesz, co siedzi w mej głowie,
tego sam nie powiem, nikt też nie dopowie.


Szukając mnie tu,
odnajdziesz mnie tam.
Jeśli będę czekał...,
może pójdę sam?
/Pewnie będę czekał,
zanim pójdę sam.
Jeśli będziesz czekać,
pewnie pójdę sam./

Oddany,
M.



poniedziałek, 19 marca 2012

Słowo.

Słowo, od niego podobno się zaczęło. "Na początku było słowo, a słowo ciałem się stało". Mówią, że to właśnie od słowa wszystko pochodzi. A co jeżeli nie słowo wypowiedziane? Myśl! Może to niewypowiedziana myśl tworzy słowa, które ciało może zwerbalizować. Ale czy myśl musi być słowem?

A co jeśli nie myśl, nie słowo. Świat zewnętrzny, zmysły, zdarzenia, sytuacje. Może to on, one. Pobudzają umysł. Umysł, który tworzy myśl, myśl, która jest odpowiedzią na otoczenie. "... słowo ciałem się stało..." - może więc na odwrót - ciało stworzyło słowo?

Słowo nigdy nie jest pierwsze. Zawsze było, jest i będzie wynikiem myśli.
A myśl reakcją.

Na co?


Oddany,
M.

wtorek, 13 marca 2012

Przestrzeń wspólna


Przestrzeń wspólna.


Homo est animal sociale
Człowiek jest istotą społeczną jak głosił Arystoteles. To właśnie dzięki społeczeństwu, albo przez nie, każda nowa w nim jednostka buduje swoją osobowość społeczną. W społeczeństwie człowiek może się realizować, może na nie oddziaływać ale musi liczyć się z reakcją na każdy swój czyn.  Akcja, reakcja - nim dziecko dowie się o takim prawie z lekcji fizyki, odczuje je nie raz, nie dwa na własnej skórze, podczas interakcji z dziećmi w przedszkolu. 
Bardzo bym chciał aby tekst ten został utrzymany w tym lekko patetycznym nastroju. Żeby atmosfera, którą spowodowało wspomnienie łacińskiej mądrości i imienia filozofa sprzed wieków opiewała między wersami, między słowami, aż do ostatniej kropki! NIESTETY. Magiczne puff. A może na szczęście? Na szczęście będzie znów z przymrużeniem oka i bez zbędnej pompa- bombastyczności! 

Homo homini lupus
Człowiek, człowiekowi wilkiem parafrazując Plauta. Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać, łacina rządzi. Chociaż prawda jest taka, że na polskim podwórku, na polskim chodniku i w polskim kinie (a jak!) łacina ma się dobrze, rodacy kochają przecinać nią zdania – dlatego ja kroję nią tekst, tnę na części, zamiast akapitów! Nie ma co jednak narzekać, Polak nie tylko łaciną na chodniku się posługuje, ale także śpiewnie atakuje angielskim, faktycznie, nie można zarzucić, że Polacy nie znają języków obcych! Oj znają, znają. Jednak mało są wrażliwi społecznie, chociaż zdarzy się, że starszej pani w przypływie nagłego heroizmu spowodowanego martyrologiczną nagonką polskiej kinematografii miejsca ustąpi w tramwaju młody chłopiec, czując przy tym napływ tak silnych emocji jakby co najmniej ową babcię (rodowitą Polkę na schwał!) uratował przed bliższym fizycznym kontaktem z jakimś dziadkiem z Wermachtu! Pot mu po czole spływa, słyszy oklaski motorniczego i podziw społeczny otula go jak dobrze ścięty kardigan. Może jednak Polacy to naród społecznie uwrażliwiony, tylko niemyślący społecznie?

Cogito ergo sum
Myślę więc jestem – Kartezjusz. Młodzieniec dostrzegł w końcu tę uroczą, biedną staruszkę (która prawdopodobnie od co najmniej piętnastu minut nad nim stała, dygotała, sapała i charkała) kiedy to zapach jej pamiętającej czasy Lenina wazeliny wywarł wystarczająco silną presję na jego receptorach węchu! Nie można więc zarzucić, że nie jest wrażliwy społecznie. Po prostu niewystarczająco jest spostrzegawczy, gdyby był, reakcja byłaby przecież natychmiastowa! Niespostrzegawczy Polak cechuje się też tym, że nie zauważa, że do autobusu chce wejść dwadzieścia osób, a cały przegub jest pusty. Stanie przy wejściu jak ta kłoda i nie ruszy, nie wejdzie sam głębiej, ale i innym nie da. "Jestem kłodą, jestem kłodą" zdaje się myśleć jegomość. W byciu kłodą pomaga stoicki spokój, niezwracanie uwagi na jakiekolwiek drgania egzogeniczne. Należy także być tak roztargnionym, że gdy kilka osób stojących za kłodą w autobusie chce wyjść, kłoda pośrodku wyjścia stać będzie, ale nie zmieni swojego położenia. "Jestem kłodą, jedyną kłodą w tym autobusie, spokój mnie ogarnia, jestem spokojem". Na pewno te kłody są wrażliwe społecznie, jednak niezbyt bystre, intelektualnie niedopracowane. Polacy w ogóle lubią być kłodami. Kłody pod nogi! To tak jak stanąć przy przejściu dla pieszych, ale stać tam i rozmawiać pięcioosobową grupą i nie przechodzić na drugą stronę mimo zielonego światła, zablokować w analogiczny sposób wąskie korytarze na uczelniach, dodatkowo wyciągając kłodkonóżki jak szlabany! To nie brak wrażliwości, to brak wystarczającej ilości zwojów mózgowych. Coś nie do nadrobienia! 

Ab alio exspectes, alteri quod feceris
Od innego oczekuj tego, co robisz drugiemu - to nie Yoda tylko Seneka. Spostrzegłem przeto ja, że moja społeczna wrażliwość wzrasta z każdym dniem, okazuje się, że można, że wcale nie boli, że wcale nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego, trochę empatii. Empatia! Słowo klucz. Dlatego następnym razem jak będziecie w sklepie z ogromnym wózkiem z zakupami, przepuśćcie człowieka z butelką piwa, niech nie czeka piętnastu minut spragniony biedaczek! Rozmawiając w grupie zejdźcie z najbardziej ruchliwej części chodnika czy korytarza! A w autobusie myślcie o sobie raczej jako o brzozie, niż o dębie, a najlepiej jak o gazie a nie o g****e. 

Karakuliambro! 

środa, 25 stycznia 2012

Same FUSY!

Miałem dziś okazję wstąpić do uroczej herbaciarni położonej nieopodal Rynku Starego Miasta, ul. Nowomiejska 10 (Warszawa)! Już na wstępie, na dzień dobry powitało mnie mile dla oka przystrojone wejście. Po przejściu przez krótki korytarz stanąłem z niepokojem na krawędzi, przede mną kilka stromych stopni prosto (a właściwie po skosie) do serca herbaciarni!

Surowe i ciepłe, to dwa słowa które najlepiej oddają wystrój owego wnętrza. Surowe ze względu na kamienno-drewniane wykończenie, sztywne drewniane krzesła o wysokim oparciu, betonowe plamy na ścianach przyozdobione bardzo delikatnymi wzorami. Ciepły ze względu na kolory (ale i temperaturę!), ceglaste łuki, drewniane meble, stoły z podświetlanymi kamiennymi (?) blatami, świeczki i Panią w długiej spódnicy dającą wrażenie przebywania w zupełnie innym świecie!

W tle słyszymy cichą i spokojną muzykę, często instrumentalną, do ręki dostajemy menu o okładce z drewna. Mamy do wyboru sto trzydzieści rodzajów herbaty, może nie tyle rodzajów co mieszanek. Dokonanie wyboru staje się więc nie lada wyzwaniem dla osób mających problem z podejmowaniem decyzji! Istnieją mieszanki wspomagane mocniejszymi trunkami i specjalne zimowe menu rozgrzewające, w którym znajdziemy malinówko-imbirówkę, oczywiście w postaci grzańca! Nie da się ukryć - imbir jest ścierany na miejscu, prosto do napoju, co czyni jego smak bardzo mocnym. Do tego w rozgrzewającym menu nie zabrakło także kultowej, kojarzącej się raczej ze stokiem, szarlotki na ciepło... także w opcji z lodami. (Całkiem smaczna! Chociaż dla mnie ciut za słodka.) Mówiąc już o łakociach, należy też wspomnieć, że ceny takich przyjemności wahają się od ok. 14, 15 zł. do ok. 40 zł. za herbatę (podawaną w dzbanuszkach).

Same Fusy z pewnością są ciekawą alternatywą na spędzenie miłego wieczoru w świecie, gdzie wszystko jest do góry nogami*, wśród uspokajającej muzyki i ludzi, którzy mówiąc nie krzyczą. Małe herbaciane niebo, odrobina relaksu i oczyszczenia.

Polecam!

Oddany,
M.



* zwróćcie uwagę na fotografie na ścianach

PS
Warto wspomnieć o obsłudze, która jest naprawdę nastawiona na klienta, szczególnie tego niezdecydowanego - podawane są próbki mieszanek do powąchania. Warto też dodać, że cukier mają magiczny (gruby, brązowy, kandyzowany).

wtorek, 20 grudnia 2011

Śnieg a zakupy!

W tym roku mamy nieprzeciętną okazję przyjrzeć się żmudnym działaniom marketingowców, PR-owców i innych specjalistów odpowiedzialnych za promocję, wizerunek firmy, a w końcu za sprzedawanie nam, klientom, jak największej i najdroższej liczby produktów, z zupełnie innej strony, a wszystko ze względu na jeden czynnik. A właściwie jego brak, który to umożliwia nam spojrzenie trzeźwym okiem na treści, które spece od reklamy starają nam się wpajać, a które odbierane bez uchylonej odpowiednio wcześniej  furtki emocjonalnej, wydają się być... no właśnie, jakie?

Wielkimi krokami zbliża się okres świąteczny, okres przedświąteczny już trwa. Zwykle okres przedświąteczny zaczyna się już na miesiąc przed Wigilią! Co to oznacza w praktyce? Wszyscy dobrze wiemy, nagle na ulicach, balkonach i we wszystkich marketach, i centrach handlowych pojawiają się ozdoby świąteczne, aniołki, gwiazdki, choinki i lampki, i wiele innych, w tle za to słyszymy znane nam przeboje typu Last Christmas czy Let it snow! Nikogo to nie dziwi i tak naprawdę zastanawiający powinien być fakt, dlaczego w ogóle opisuję taką oczywistą oczywistość?

Bo nie ma śniegu.

Wcale nie przeszkadza mi ów brak, ponieważ mrozu i śniegu nie lubię, niech śnieg będzie w górach, a w miastach drogi pozostaną czarne. Jeżeli jednak spojrzeć na ogół społeczeństwa i porozmawiać z ludźmi dookoła, okazuje się, że atmosfery świąt brakuje, a ogromne śnieżynki wiszące nad głowami klientów w jednym z warszawskich centrów handlowych wyglądają śmiesznie, szczególnie, że dach pod którym śnieżynki są podwiązane jest przeszklony, a na nim śniegu brak, za to widzimy bezchmurne niebo i czujemy przyjemnie grzejące słońce.W takiej sytuacji można się poczuć jakby ktoś chciał nam wmówić, że czarne jest białe i na odwrót. Toteż czujemy, że wmawiają nam, że jest zima, a gdy spojrzymy za okno widzimy jedynie jesienny krajobraz... wmawiają nam, że są święta, a świąt nie czuć.

Ciekaw więc jestem, czy brak śniegu wpłynie w jakiś sposób na wybory konsumenckie. Czy spowodowany tym faktem brak świątecznej atmosfery spowoduje mniejszy entuzjazm na zakupach (pomijając wpływ kryzysu !). Działania marketingowe wyglądają podobnie do tych sprzed roku, czy dwóch, jednak w kontekście takiej pogody wydają się być w większości przypadków wymuszone i sztuczne. Tak jak spot promujący Warszawę zimą, na którym możemy zobaczyć Nowy Świat pokryty białym puchem.


Oddany,
M.

czwartek, 8 grudnia 2011

Kreską do serca.

To tu uciekam, kiedy wszystkie inne drogi wydają się być niedostępne, a świat jakby za chmurą mgły rysuje się gdzieś w oddali, tłem dla moich myśli.

<tu był tekst>

Oddany,
M.

czwartek, 1 grudnia 2011

Wiosenna jesień.

Pierwszy grudnia nastał. Nie da się ukryć. Dziś jest ten dzień. Ostatni miesiąc roku, zawierający sporo atrakcji, nastał dwanaście godzin temu.
Niedługo będziemy o rok starsi, o rok brzydsi i o rok inni.

W każdym razie, śniegu brak, a taka nowina raduje mnie niezmiernie. Nienawidzę mrozu, śniegu, szronu, sopli i bałwanów. Chyba, że nie muszę wychodzić z domu, że mogę takie cuda natury podziwiać zza okna. Ewentualnie poznawać bezpośrednio, z własnej, nieprzymuszonej woli! Ale jasnym jest fakt, że tak dobrze nie ma, że nadchodząca drobnymi kroczkami zima nie zapewnia zimowego snu, trzech miesięcy urlopu. Szkoda.

Powinienem skomentować chyba jeszcze jakieś aktualne wydarzenie społeczne, polityczne. Ale jakoś nic mnie ostatnio nie grzeje, nie chłodzi. Odczuwam wewnętrzny spokój. To chyba dobrze.

Oddany,
M.